Felietonowo

Dlaczego Alfa Romeo?

przez , 15.sty.2016, w Alfa Romeo, Felietonowo

występują wulgaryzmy

Witam wszystkich po dłuższej od pisania przerwie. Blogu nie porzuciłem, doglądałęm co sie dzieje, wasze komentarze czytałem w powiadomieniach, które dzień w dzień otrzymuje na e-mailu.

Czemu tak długo mnie tu nie było, nie będzie tematem wiodącym, bo tłumaczyć się nie zamierzam, jest to blog niekomercyjny, mój własny, prowadzę go sam i nie jest to jedyna moja życiowa działalność

Jednakowoż powiedzieć trzeba, że powrócić do pisania też jakoś trzeba, a żeby to zrobić muszę poruszyć temat, który mnie nurtuje lub na tyle „męczy”, że należałoby go wylać na papier, aby w ogóle do jako takiego regularnego pisania wrócić.

A regularnie będzie jak zwykle, kolega udostępniając na FB mój wpis o Lancii Thesis napisał, że jestem nieprzewidywalny i to musicie zaakceptować,a jak wam to nie pasuje to miło było, do widzenia.

A teraz do rzeczy

Dzisiaj postanowiłem poruszyć temat, który bardziej męczy osoby znające mnie, niż mnie samego. Mianowicie, czemu tak bardzo trzymam się marki Alfa Romeo? Oczywiście w całym artykule zwracam się głównie do tych, co doświadczenia z tą marką nie mają lub ją posiadają, ale na dość niewielkim poziomie.

Nie będe tu pieprzył idealistycznych farmazonów, czy tam cytatów z lat 50tych, gdzie Satta Puliga(szef inżynierów marki z lat 50tych) jednak miał zdecydowanie inny pogląd na motoryzację niż Marichone(teraźniejszy CEO) i że w ogóle są to jakieś twory Zeusowo-Afrodyto-Jezusowe, tudzież chrzanił, że Alfy to zrodzone z jakiegoś człon wie czego tam „córy”, bo jakby jedno i drugie przestało mi jeździć trwale to dostało by kopa w bagażnik i won z mojego życia.

Nie będę tutaj ludziom nastawionym materialistycznie do motoryzacji udowadniał , że posiadanie Alfy może być tanie czy bezproblemowe. Owszem, ja nie mam na co narzekać, 22 letnia 164 młóci ostatnio przebiegi, a ze względu na wiek jestem jej w stanie wybaczyć to, że jakiś partacz kiedyś składając rozrząd narobił takiego gnoju, że mój mechanik ostatnią wymianę podsumował słowami „więcej tam wsadziliśmy śrub niż niej wyjęliśmy”. Ogólnie zaczęło się od tego, że silnik zaczął radośnie pompować oliwę w pasek rozrządu, co jak wiecie jest zjawiskiem wielce niepożądanym, okazało się że przy ostatniej wymianie , wyżej wspomniany partacz wszystko złożył na ślinę i słowo honoru, a odrzutnik który powinien chronić pasek przed niszczącą go cieczą pewnie już dawno został wielokrotnie przetopiony w hutach tego świata.

Teraz powiem wam szczerze, wiele trzeba mieć samozaparcia żeby trzymać 164, które w sumie jeździ normalnie, nawet zimą. W dupie mam, że jest sól i tak przez ocynk podłoga się dobrze trzyma, a ze 156kami nie ma nawet porównania, ale zaraz się znajdą piewcy co stwierdzą, że to grzech męczyć auto w taką pogodę, ja wam powiem Penis wam do tego, moja kasa, moja sprawa, to nie jest zabytek, żadna Q4 czy QV, a samochód jest po to żeby jeździł, a eksponaty to ja mogę w muzeum oglądać, a nie na drodze gdzie starczy jeden jesiotr za kierownicą i cały dorobek w pizdu…auto, które eksploatacyjnie nie należy do najtańszych, ubezpieczalnia wyceni na 1500 zł i tyle dostaniecie po uznaniu szkody całkowitej, gdzie 164 Super by się do niej kwalifikowała już po zarysowaniu przedniej chromowanej stalowej listwy, przy czym cała pozostała część auta mogła by się świecić i mogła być idealna.

Drugim moim autem jest 166 i tu muszę przyznać, że przez ponad półtora roku nie doprowadził mnie ten wóz do stanu przedzawałowego. Rzekłbym, że jak na limuzynę z V6 eksploatacja nie zwala z nóg i nie powoduje debetu, ale…znam takich, że imprezowali 3 dni jak sprzedali 166, czy w ogóle Alfę, bo wsadzili 2-3 krotnie więcej niż zapłacili kupując samochód.

Powiem tak… zazwyczaj były to ogarnięte samochodowo jednostki, ale pod warunkiem, że trzezba było kupić Skodę, Volkswagena lub innego VAGa, ewentualnie BMW. Na Alfach…tracili zdrowie, nerwy i przede wszystkim pieniądze.

Jedno trzeba powiedzieć/napisać jasno, do tego auta nie można podejść jak do każdego jednego VAGa. Tu nie ma stałego klucza, że ten czy tamten rocznik jest gorszy, nie zdziwcie się gdy się okaże, że wasz sąsiad ma ten sam model, z tego samego roku, z tym samym silinkiem i Wy lejąc tylko płyny eksploatacyjne widzicie, że chłop po następnej awarii i lawecie zaczyna podcinać sobie żyły grzebieniem. Kupowanie Alfy to loteria, nawet Ci co się znają i jeżdżą Alfami wiele lat potrafią wdepnąć w minę, ale skłamałbym gdybym stwierdził, że zdarza im się to często, bo fakt faktem, Alfy kupuje się sercem, ale czasem jednak gdzieś tam lekko ćmi w głowie ten zdrowy rozsądek i widząc samochód to na podnośniku czy na ulicy można mniej więcej oszacować co go czeka przez najbliższe pół roku. Tego nie mają ogarnięci VAGowcy, pasjonacji BMW czy Mercedesa, z całym szacunkeim do ich wiedzy, ale przy Alfach najczęściej patrzą nie tam gdzie powinni lub skupiają się na pierdołach, bo w sumie kuźwa…skąd oni mają do cholery wiedzieć na co w tych wozach patrzeć? I czy owe zachowanie pojazdu jest takie jak być powinno? Wielu z nich podchodzi do AR z myślą „e tam takie Włoskie badziewie, to że tak lata po drodze i ledwo hamuje to na pewno stała cecha tego auta, bo Włoska to dobra jest tylko kuchnia, ale takie tanie, tak fajnie wyposażone i tak fajnie wyglądajace? Kupuję”- i tak najczęściej wygląda historia początkujących właścicieli AR.

Powie ktoś…fan VAGa, Merola i BMW nigdy nie spojrzy na Alfę, ale ja znam akurat wyjątki i wiele z tych wyjątków w tej populacji srogo się przejechały…a raczej nie przejechały tylko wręcz przeciwnie, bo bardziej zdefraudowali domowe budżety w takim stopniu, że do dziś mają traumę, stąd też pojawiają się różne prześmiewcze memy dotyczące tej Mediolańskiej marki. Tak tak Alfiści, one nie wzięły się znikąd, ale też nie można mówić, że każda Alfa to tragedia na kołach.

Jest coś co determinuje w szczególności pewne skojarzenia wobec Alfa Romeo. Nie chodzi już o koszty, a o łatwość utrzymania danego auta w dobrym stanie technicznym i tu Alfa dostaje srogo w dupę.

Żaden Alfista mnie nigdy nie przekona, że utrzymanie Alfy jest łatwiejsze niż np podstawowych modeli Audi. Proszę ja Was, ja wiem, że aut idealnych nie ma, VAGi też się psują, ale kupcie Audi i pójdźcie do byle sklepu coś do nich kupić, a potem porównajcie to z Alfą. Burdel w katalogach części u Włochów to jest…nie kurwa sorry, to nie burdel…to Włoski !porządek! jest taki, że jak ktoś kto miał cokolwiek niemieckiego i ma doświadczenia z Alfą twierdzi, że odkąd kupił „włoszkę” pierwszy raz doświadczył, że w realiach gospodarki wolnorynkowej można żebrać o części jakbyśmy byli w poprzednim systemie gospodarczym.

Owszem, skomplikowanie konstrukcyjne Audi czasem przebija Włochów i byle kowal zza rogu nie jest w stanie ogarnąć rozrządu 3.0 TDI, czy VR, a dajmy na to poczciwe Audi A4 B5 przy V6 potrzebuje demontażu pasa przedniego, aby w ogóle dobrać się do rozrządu, ale w Polsce fachowców od tych modeli jest więcej niż ma to miejsce w przypadku Alfy…i to też jest problem.

Skrzynia biegów Alfa Romeo do modeli transaxle (75,90 itd) . Znajdowała się ona z tyłu, podczas gdy silnik był z przodu. Tu widać mechanizm różnicowy, sprzęgło i przekładnie

 

Nie każdy właściciel AR musi być mechanikoinżynierem z mega wielkim zapleczem różnorodnych wymyślnych narzędzi. Przychodzi taki czas, że musi pojechać do warsztatu, a tu się okazuje, że w 95% przypadków dany mechanik w sumie zmuszony jest uczyć się na Alfie, co zawsze się źle kończy. Transaxlowe Alfy potrafią wprowadzić niektórych w osłupienie, że auto z lat 80tych, które nie wyróżnia się nadzwyczajnie na ulicach cały zespół napędowy poza silnikiem ma w tylnej części. Kiedyś jak szukałem mechanika we Wrocławiu jeden mi powiedział, że nigdy się nie podejmie Alfy, raz wzieli 156 i jak mieli rozmontować zawieszenie…to to akurat poszło im gładko(pomijając zrywane śruby), ale przy składaniu zamknęli swój bajzel na kilka godzin i zrobili naradę bo nie byli w stanie rozpracować co ten napruty winem Włoch miał na myśli z tymi wahaczami…. dla niewtajemniczonych powiem, że akurat 156 jakoś mega skomplikowanego zawieszenia nie ma….no ale ja jeżdżę Alfami i czasem sam w nich grzebię i znam mądrzejszych ode mnie pod tym względem, co zawodowo w nich się babrają , więc dla mnie tam nic nadzwyczajengo nie ma, ale to był warsztat co naprawiał customowe BMW, Mitsubishi i Subaru…a przerosła ich podstawowa 156 w Twin Sparku. Można się z tego śmiać, ale z drugiej strony dla tych co już rutynowo jeżdżą i grzebią w Alfach daje do myślenia, że ta marka to taka normalna i przeciętna to nie jest. W końcu, gdy taki trafi na kogoś ogarniętego w temacie Włoszczyzny musi się liczyć z niemałymi kosztami robocizny i…kolejkami. Dziś dojdzie do usterki, chcecie ją usunąć, dzwonicie do swojego mechanika od Alf i dowiadujecie się, że najbliższy termin jest np za 2 tygodnie, czekacie ten okres po czym auto trafia na warsztat i okazuje się, że trzeba kupić części- czasem jak się uda to są 2-4 dni robocze, ale … jak wyżej napisałem nieład w katalogach powoduje często, że dana część niby do tego modelu, rocznika, ale po przyłożeniu do auta w ogóle nie pasuje. Też trzeba sobie tu jasno powiedzieć, że błędy rocznikowe biorą się stąd, że w dowodzie mamy datę pierwszej rejestracji, a samochód mógł powstać rok wcześniej, a w tej marce ma to kolosalne znaczenie. Następną kwestią jest to, że gdy uda nam się znaleźć jakiś brakujący bebech, który występuje jedynie w oryginale, a zamienników prawie nie ma, za dosłownie ułamek tej kwoty która jest w ASO, zaczynacie trąbić na całą Polskę, że sukces! O MATKO! TAK TANIO! I już przy brzmieniu fanfar zanosicie daną część mechanikowi, czujecie się, jakbyście wygrali milion dolarów, wracacie szczęśliwi do domu, a tu po kilku godzinach telefon

-”cześć, ta część nie pasuje do Twojego auta”

…..

 

Niech rzuci kluczami ten Alfista(mam tu na myśli wieloletnich właścicieli, głównie modeli z lat 90), który tego nie doświadczył.

W tym momencie nie tylko właściciel auta dostaje szału i rwie włosy ze wściekłości, ale też mechanik, bo przez Włoskie poczucie przestrzeni pod maską, czasem nawet podstawowe rzeczy wymagają rozbebeszenia połowy przodu i może się okazać, że nie ma nawet jak zepchnąć samochodu na parking. Mniejsza już koszty, ale to wszystko jest czas, który nieustannie płynie, a wy dalej bez auta mimo, że od stwierdzenia usterki minął miesiąc.

Dlatego, gdy jakiś znajomy mnie pyta o Alfę, to zawsze mu ją odradzam. Jeśli już pytasz to znaczy, że masz tej marki unikać. Chyba, że… się przejedziesz i złapiesz to, co niektórzy nazywają wirusem Alfa- czyli mówiąc po ludzku „poczujesz chemię”.

Uchylany spojler przedni- uruchamiał się przez prawa aerodynamiki. Patent ten ma być powtórzony w najnowszej Giulii

Więc co mi się tak podoba w AR, że jednak się jej trzymam mimo tego co napisałem wyżej?

 

Emocje?

 

Pasja?

Sam nie wiem, napisałem na początku, że gdyby te samochody zaczęły wpadać w mega awarie dostały by kopa w bagażnik, tak jak moja pierwsza Alfa jaką miałem, ale mimo tego, że mój początek z marką był niefortunny to dałem drugą szansę, i nie tyle samej marce, bo nawet modelowi!

I teraz uwaga bo będzie mega subiektywnie:

Generalnie ja jestem chory na Alfowskie V6… tak, to muszę napisać, to już jest choroba. V6 Busso uzależniły mnie na tyle do siebie, że jak już szukałem Alfy to musiała to być Busso. Żaden JTD, JTS, TS 16v, tylko właśnie V6. Ba! Alfy…ja kuźwa w Volvach, Saabach i Mercedesach szukałem tego mechanicznego czegoś co jest w tych silnikach. Mają one w sobie coś narkotycznego, kawał uformowanego aluminium, niby coś co napędza kupę blachy umieszczonej na konstrukcji nadwozia, ale jednak wciskając ten gaz w 12v czy 24v uwalnia się w moim mózgu coś co powoduje, że zaczynam rozumieć nałogowo palących papierosy czy stosujących inne używki. We wrześniu 2015 dane mi było odświeżyć sobie pamięć jak to jest jechać Twin Sparkiem 8v- jednostka zacna, z genem Bialbero, stara dobra Włoska szkoła budowania silników, ale powiem wam…nie wiem czy to kwestia wtrysku, który silnikom odebrał wigor w porównaniu do gaźników czy co…ale to nie było to samo co przy starych rzędowych czwórkach AR, a przy V6 brakowało mi tego odejścia po przekroczeniu 4000 obr… w 24v w tym momencie wpycha was w fotel w akompaniamencie brzmienia 6 puzonów, pierdolicie w tym momencie jakiś eco driving czy inny eco syf, Wy chcecie tego więcej bo ten dźwięk wciąga, a reakcja zespołu napędowego tylko prowokuje do ciągnięcia w okolice 7 tyś aby dopiero tam zmienić bieg na wyższy…w przypadku 12v jest nieco inaczej, tu jest silny dół…lekko wciskacie gaz, a samochód wyrywnie leci do przodu, a wraz ze wzrostem obrotów zwiększa się natężenie dźwięku który, powala 24v… i mówię to mając oba rodzaje Busso. 1500 obrotów starczy, żeby już poczuć, że te auto ma ochotę jechać, przy czym 12ka nienawidzi znów kręcenia powyżej 5500 , tutaj starczy ten zakres 2-5tyś i można poprawić humor sobie, bardziej motoryzacyjnie nastawionym pasażerom czy przechodniom.Czy dzięki temu jesteście najszybsi w mieście? Nie, i to jest zajebiste, że nie muszę co światła sprawdzać czy mam auto szybsze niż ten obok, żeby dobrze się bawić jadąc.

Do tego reakcja układu kierowniczego..Amerykanie mogą mieć swoje V8 czy V6, ale to w Alfie starczy niewielki ruch na kierownicy aby auto jechało tam gdzie chcecie.

160km/h z jedną ręką na kierownicy? W Alfie to nie jest coś strasznego, a pierdolący o tym że „łooo koło wybuchnie” albo „zaraz zginiesz” sami by nawet mogli nie wiedzieć, że przy takiej prędkości ich prawa ręka dalej spoczywa na podłokietniku lub na kolanie lubej siedzącej na fotelu pasażera. Precyzja prowadzenia tego auta nie jest mitem i dotyczy nawet średnio przeze mnie lubianych Mito i Giulietty 940. Swojego czasu miałem przyjemność przejechać się modelem 940 z silnikiem 1.4TB, kolega Lancista ogólnie był zaskoczony, że przy zadanej przeze mnie prędkości owy wóz tak posłusznie wykonał polecenie zadane przeze mnie na kierownicy. Nie był to jakiś dramat, że pisk opon, że klamki szorują po asfalcie…nie…ten samochód skręcił…ale zabijcie mnie…nie mam pojęcia z jaką prędkością, bo bardziej byłem skupiony na tym, żeby w coś nie przypieprzyć, a droga ta znajdowała się terenie górzystym. Moja 166 za to sprowokowała mnie na jednej z Karkonoskich dróg, było to zaraz po wprowadzeniu przepisu, że za przekroczenie >50km/h w terenie zabudowanym tracimy prawko, więc sporo kierowców ten pierwszy tydzień uważało, ale kiedy usłyszałem te błagające o obroty Busso, poczułem te prowadzenie, reakcję na wciśnięcie akceleratora i to jak te auto hamuje….. no cóż… szyba poszła delikatnie w dół, a dalszą relację zachowam do własnej wiadomości.

Od pół roku dane mi jest jeździć Focusem II. Auto dobrze się prowadzi, układ jezdny ma świetny, hamulce też, ale tam czegoś brakuje. To jest coś jak rozmowa z merytorycznym księgowym, treść ok, ale na dłuższą metę może Was to znużyć, w AR tak nie ma, uwalnia się taka nałogowonarkotyczna żądza wciskania tego gazu, deptania w zakrętach, gdzie nawet słabszymi silnikami doganiacie mistrzów prostej. To nie jest już rozmowa, tylko coś więcej…i to nie z księgowym, a z frywolną czasem kapryśną księgową, która jest wymagająca wobec swojego kochanka…raz chcecie ją strzelić w pysk, raz ukochać, jednego razu zabrać na przejażdżkę, innego boicie się wyjechać z nią z własnej ulicy. I dotyczy to atrakcyjnych 156,166 FL czy też mniej urodziwych 75 czy 164. Samochody te ciągle potrafią wzbudzać emocje mimo lat- czy pozytywne czy negatywne? Każdy na to musi odpowiedzieć indywidualnie, w moim przypadku bilans jest dodatni- inaczej przesiadłbym się na Volvo, Saaba albo Mercedesa.

Do tego Włosi mają większy polot, deska rozdzielcza w 164 może się nie podobać po latach, bo kanciasta, ale większość tych co siadała za kierownicą mówiła „straszny kanciak, ale coś w sobie ma”, 166 zaś w środku jest jakby uszyta na miarę, jakakolwiek ingerencja w to co stworzyli inżynierowie styliści może spowodować zaburzenie całego wrażenia estetycznego. Estetą nie jestem, dla mnie coś może wyglądać słabo, ale ważne żeby działało (dziwne jak na kogoś kto jeździ Alfami…ale u mnie te Alfy działają)w każdym bądź razie, w 166 nie miałbym jednak serca i motywacji aby wycinać dziury pod zwykłe radio mimo, że ICS doprowadza mnie często do szału, zwłaszcza gdy wysiadam ze 164 gdzie sam robiłem nagłośnienie(mam 166 bez DSP, więc wtajemniczeni rozumieją),ale trzeba zaznaczyć, że w obu autach nie ogarnia mnie frustracja gdy stoję w korkach, a we Wrocławiu nie jest o to trudno. Niestety też było mi dane jechać jako pasażer i powiem wam, że powtórzę to co pisałem jeszcze na fierglu.blog.interia.pl- te samochody powstają przede wszystkim dla kierowców, reszta to zło konieczne. Wy jako ten trzymający kierownicę, czy to w rękawiczkach czy bez czujecie się dopieszczeni, czy to w 156 z zegarami umieszczonymi w lunetach, czy nawet 166 gdzie wszystko jest zwrócone w Waszą stronę, a wielu twierdzi(głównie Ci co przypadkowo znajdą się za kierownicą, bo na co dzień jeżdżą innymi autami), że obsługa ICS czy nawiewów jest zbyt skomplikowana, a dla Was to system w którym potraficie się świetnie odnaleźć, czy w 164 gdzie są zegary zrozumiałe przez ogarniętych, a ten fortepian na konsoli środkowej to Wasze królestwo, bo mało kto rozumie, po co on w ogóle tam powstał. 75 gdzie sami jedyni we własnym domu potraficie zmieniać biegi bez zgrzytu przy redukcji ze 3 na 2, czy posiadający Alfettę Sprint z obrotomierzem za kierownicą, gdzie pozostałe „mniej potrzebne” zegary znalazły się na środkowej konsoli dają do zrozumienia, że to właśnie kierowca w tych autach jest Panem, a z miejsca pasażera to wszystko wydaje się odległe mimo, że na wyciągnięcie ręki, ale mając przed sobą kierownicę wiecie, że mimo tego Włoskiego „porządku” i ogólnej fantazji ten samochód powstał dla Was.

Pojemność bagażnika? Wygoda na 5 miejscu pasażera? Brak wyposażenia, które w innych konkurencyjnych autach tego segmentu jest podstawą? Mam to gdzieś, czy to pasja czy emocje? Emocje nie trwały by w moim przypadku od 2007 roku, ale pasja? Raczej tak. Reasumując Alfa Romeo to samochody zdecydowanie dla hobbystów, którzy dostrzegają w nich więcej cech niż Ci co traktują auta komercyjnie czy czysto użytkowo.

Bo trzeba sobie powiedzieć szczerze, że:

-wybrakowania jakościowe,

-jednak większe narażenie na durne usterki(w sumie przez wyżej wspomniane wybrakowania jakościowe),

-ruchomy czas napraw, czyli mechanik który musi od naprawy owej Alfy odpocząć, przez skomplikowanie wszystkiego co się tam dało skomplikować lub co w przypadku modeli z lat 90tych się zdarza, czyli bardzo ograniczony dostęp do części,

To jest integralna cecha tych aut, która odstrasza wielu. Właściciel Audi zastanawia się kiedy mu ukradną, a właściciel Alfy kiedy się zepsuje. Ale czy awaryjność Alf w porównaniu z konkurencyjnymi modelami nowej ery jest jakaś nadzwyczaj częsta? Nie sądzę, ale muszę wrócić do tego co pisałem wyżej- łatwość, z jaką da się utrzymac dany samochód przy sprawności to jest kwestia kluczowa, a w przypadku Alfy najczęsciej jest to poziom HARD lub wyżej, to tylko wasza indywidualna subiektywna sprawa, czy to akceptujecie czy też nie, jeśli nie…odpuśćcie, sama cena przy dobrym wyposażeniu i atrakcyjnym roczniku może Was srogo zawieść.

Takie zawieszenie w Alfach było już w latach 70tych.

Penie niektórzy są zaskoczeni, że nie pisałem o czasem obłędnym, gustownym i pięknym wyglądzie karoserii… i niech tak zostanie. Nie wszystkie Alfy powodowały opad szczęki na sam widok, a potrafiły później się śnić po nocach.

 

 

 

22 komentarze więcej...

164 i 166

przez , 15.lis.2014, w Alfa Romeo, Felietonowo

Witam wszystkich

 

Dawno nie pisałem,.. nawet bardzo dawno. W sumie wyszedłem z wprawy, więc tak jak zwykle robie dużo błędów w pisowni, tak tu ich może być kilkukrotnie razy więcej. Mniejsza o to, to nie lekcja polskiego, ani praca na zaliczenie magistra filologii polskiej tylko blog, mój blog który przedstawia moją subiektywną ocenę samochodów, zdarzeń i innego badziewia- czemu to zaznaczam? Bo często zarzuca mi się subiektywizm, który akurat na blogu jest wskazany. Skąd taki wstęp? A no stąd, że dziś będę mega subiektywny. Jak niektórzy wiedzą w maju do swojej 164 dokupiłem Alfę 166, jak sami wiecie nie da się nie porównywać swojego teraźniejszego środka lokomocji do poprzedników, a jako, że należę do ludzi lubiących pisać, pewne swoje spostrzeżenia postanowiłem przelać na „papier”.

Co mnie w ogóle napadło, żeby kupić 166?

Od co najmniej 2 lat rozglądałem się za następcą dla swojej 164. Pod uwagę brałem Saaby 9-5, Volvo S/V70, 850, S60, C70, Lancie Kappy, BMW E34, E38, E39, francuskie limuzyny, nawet Mercedesy głownie dwu i czterodrzwiowe C i E klasy. Skąd taki rozstrzał ? Nie miałem parcia by to było dwudrzwiowe coupe czy limuzyna, auto miało być w miarę dobrym stanie, nie wymagające inwestycji w wysokości PKB małego księstwa, ale miało mieć silnik benzynowy od 180KM w górę bez określania pojemności skokowej.  W powyższej liście zapewne co poniektórzy zauważyli…, że w ogóle nie ma Alf, i nie jest to niedopatrzenie z mojej strony bo faktycznie Alf na poważnie nie brałem pod uwagę, oczywiście gdy zobaczyłem, jakąś stojącą na sprzedaż, od razu była przeze mnie oglądana, ale jakość dostępnych na rynku modeli była delikatnie mówiąc ujowa.

Sytuacja zmieniła się w pewien czwartkowy dzień, w pracy akurat był to jeden z tych dni kiedy absolutnie nic się nie działo. Przeglądając allegro z czystej ciekawości spojrzałem na 166. Pośród wielu ogłoszeń moją uwagę przykuło to wyglądające zupełnie przeciętnie, z mojego miasta, ze zdjęciami nie rzeźbionymi w photoshopie, podczas gdy  wokoło tyle plakowanych błyszczących aut z Gniezna… i okolic.

166_1

Oglądam zdjęcia… co widzę? Srebrną 166 FL, jasna skóra wewnątrz, 2.5 V6 pod maską i … strasznie obrzydliwe felgi. Cóż … srebrny to dla mnie nie kolor, ale to auto używane z którejś tam ręki, więc nie będę sie zachowywał jak rozwydrzona rozpieszczona panienka w odzieżowym tylko zadzwonie i pojadę sprawdzić czy owy wóz jest czegoś wart. Potem poszło z górki…w czwartek wieczorem jazda testowa, w piątek rano przegląd, potem kupno, urzędowe sprawy i tak o to w piątek o 17 byłem właścicielem F-Lki.

166_2

Przy przeglądzie będąc w kanale od razu szukałem ognisk rudej, których na podwoziu nie uświadczyłem, puszka tłumika końcowego tradycyjnie zeżarta, dodatkowo wyszło, że między skrzynią a silnikiem narzygane troche oleju- ale sam uszczelniacz w porównaniu z tym co widziałem w innych autach przez 2 lata to jest pierdoła, nawet biorąc pod uwagę to, że trzeba zrzucić skrzynię i troche z tym uszczelniaczem powalczyć.
Felgi? Przy wymianie opon wyszło, że nie są pokrzywione, swoją rolę spełniają, więc nie będę wydziwiać. Zostały, mimo, że dalej mi się nie podobają bo do tej limuzyny pasują jak białe adidasy do czarnego drogiego garnituru.

Ogólnie samochód nie zarżnięty,  mimo, że ja jestem 4 właścicielem. Na karoserii tu ryska, tam jakieś malowanie sprayem ( i to cały zderzak bo na lakierze jakieś plamy wychodzą i ogólnie klar pęką), ale pod skorupą nie ma zdeformowanych części, na silniku jeszcze fabryczne opaski zaciskowe znaczone farbą, ważny TUV, rozrząd robiony 2 lata temu(stan 2014) 10tys km wcześniej. Na liczniku 171 tyś, ile w rzeczywistości to nie zamierzam się ścierać, przy robieniu TUV w lipcu 2012 widać 161 tyś km. W paranoje nie ma co popadać, owy przebieg JA uznaję za wiarygodny, na podstawie kwitów i tego co fizycznie widzę.

166_3

Dziś gdy piszę te wypociny Alfa ma 177 tyś więc można już co nieco o eksploatacji powiedzieć. Ogólnie poza oponami, żarówkami i paliwem nie robiłem żadnych inwestycji, rozrząd wygląda świeżo, sprzęgło było zmienione jeszcze w roku bieżącym, facet od którego brałem auto wymienił też olej z filtrem. Dla św spokoju jedynie wymieniałem pas wielorowkowy, ale stary dramatycznie nie wyglądał.

Słowo o 164

Od razu piszę, że teraz będzie to porównanie egzemplarzy, a nie modeli. Żeby być uczciwym wobec Was od razu przypomnę jak wygladała eksploatacja 164. Kupiona w 2008 roku przy przebiegu totalnie nie do ustalenia, bo już wtedy prędkościomierz działał okazyjnie i kiedy miał na to ochotę. Mimo, że po jednym właścicielu co Ralf miał na imię i pochodził z Bawarii auto było przetarte z obu stron- z prawej strony na drzwiach od bramy garażowej, z lewej cholera wie od czego, prawdopodobnie parkingówka. Obu śladów w ogóle nie robiłem, przetarcie na drzwiach powierzchowne i to na plastikowej obudowie pod listwą, a tylne nadkole musiałbym kuźwa wyciąć, a fałd na nim taki , że nie ma się co nadmiernie przejmować. Poza tym nigdy nie byłem pedantyczny, dlatego nie lubię aut w stanie muzealnym bo zwyczajnie źle mi się takimi jeździ. Przez lata i tak odgniotków i innych rys doszło, bo w Polsce mamy takie uszanowanie cudzej własności jakie mamy i można co najwyżej zmienić kraj jak się komuś to nie podoba. Tyle o karoserii, lakier ogólnie nie jest zniszczony i jak na nigdy nie malowane auto z 1994 roku jest naprawdę w niezłym stanie. Do auta podobnie jak do 166 dostałem komplet dokumentów w tym oryginalną instrukcję.
164_1

Mechanika? Jak kupiłem było mega zapuszczone. Ciśnienie oleju na zimnym wynosiło 0,5 bara, wymiana  spowodowała wzrost do 5 barów, ale już po miesiącu w zbiorniku wyrównawczym zrobiło się ciemno- mianowicie dostał się do niego olej. Co ciekawe ubytek był minimalny, a płyn chłodniczy częściej uzupełniany niż oliwa. Na korku olejowym nie robił się majonez, olej czyściutki i ogólnie ta usterka mimo, że ewidentnie wskazywała uszczelkę pod którąś głowicą wcale nie była tak jednoznaczna jak to zwykle bywa. Jeździłem tak 4 lata, wymieniałem olej co roku(przy spuszczaniu stary nie nosił znamion zmieszania z borygo) i dopiero gdy kompresja dostawała się w układ chłodzenia, to był znak, że trzeba w końcu znaleźć jakiś warsztat który podejmie się 12 zaworówki. Stwierdzicie „a dlaczego nie zrobiłeś tego od razu?” Odpowiadam: bo generalnie nie było takiej potrzeby.

W kabinie zaś odbywał się sajgon. Nie wiem co robił poprzednik, ale połamana konsola środkowa, panel od sterowania dachem i oświetleniem oraz ugryziona dźwignia zmiany biegów świadczyły o jakimś wrodzonym ADHD pierwszego właściciela.  Na dziś wszystkie te rzeczy zostały wymienione, ale jak to w starym 20 letnim aucie odzywają się też inne przypadłości, choć wszystkie one są związane z niedbalstem i niechlujstwem warsztatu który robił uszczelki pod głowicą. W maju wydmuchało uszczelkę pod kolektorem wydechowym, z powodu „luźnej śruby” czekałem na nie tydzień czasu i wtedy zapaliła się w mojej głowie czerwona żarówa, bo daily-car to to nie może być, trzeba będzie gdzieś pojechać, ale nie pojadę bo klocków hamulcowych tydzień na ebayu w Niemczech będę szukał, albo innego dziadostwa podstawowej eksploatacji. To też spowodowało zagęszczenie moich ruchów w szukaniu samochodu.

Oba auta w bezpośrednim zestawieniu

Przed ową Superką miałem przedliftową 164, która nie dość, że lżejsza to miała 3.0 12 v mocy 185KM (klasyczny zapłon i hydrauliczny napinacz) i zaprawdę powiadam Wam jazda  tamtą Alfą dawała mi dużo więcej fun’u niż czynią to zautoamtyzowana Superka i 166 razem wzięte. Tam naprawdę było czuć mocny „dół” dwunastki, natychmiastową reakcję na otwartą przepustnicę(tego nie ma nawet w 166 na włączonym STR) do tego klasyczna ręczna piątka i dźwięk. Do dzis chętnie pamięcią wracam do tamtych dni mimo, że owa stara przedliftówka w kolorze bordowym skończyła w efektownej eksplozji mechanizmu różnicowego. Tutaj znów nie popisał się warsztat bo siadła poducha pod podporą półosi, która miała przyjść z Włoch… cóż, na telefon czekam do dzisiaj. Mimo tak przykrego końca i tak kupiłem następną Alfę co w znajomych powodowało rekacje od ataku śmiechu do zaskoczenia.
164_1_1

164 Super ma 3.0 12v o mocy 180KM(zapłon bezstykowy, mechaniczny napinacz rozrządu) i 4 biegowa prosta automatyczna skrzynia biegów ZF4HP18. Już na początku było czuć, że zabija ona charakter 3 litrowego Busso, bo werwa i spontaniczność tego silnika pożerane były przez pompy i konwertery. Do tego 1,5 tony masy i w sumie… to spowodowało, że zacząłem ten samochód traktować jak typowy dupowóz z fajnym silnikiem. Część charakteru to on  dopiero ukazywał gdy auto było w ruchu, bo ze startu zatrzymanego dupy nie zrywa. BA! Podejrzewam, że Octavia I na dobrym virusie 1.9TDI spokojnie wciągneła by tą Alfę nosem, ale w ruchu… cóż. Pedał gazu steruje skrzynią, wciśnięty bardzo lekko powoduje, że auto leniwie się rozpędza, wciśnięty głębiej redukuje o bieg w dół(przy starcie zmienia bieg przy wyższych obrotach), a wciśnięty do końca zrzuca ze skrzyni 2 biegi i wtedy zaczyna się zabawa. W trasie jesteśmy ograniczeni tylko do naciskania gazu i hamulca, więc jazda w miękkich wygodnych fotelach może być naprawdę relaksująca, i faktycznie, po 5 godzinach jazdy w 166 nie czułem się tak dobrze jak w 164, mimo, że to 166 jest w środku cichsza, ale komfort siedzenia w fotelach Momo jest dużo niższy niż to było na STOCKowych fotelach ze 164.

W Alfe 166 jest silnik 2.5 V6 24v CF3, czyli wykastrowany ekologią agregat o mocy 188KM, jako, że mam porównanie z 2.5 192 KM…..powiem tak…te 4KM i dyskusja o nich mija się z celem bo liczą się wrażenia z drogi, a nie z tabelek i nie powiedziałbym, żeby mi jakoś strasznie tych owych 4 koni brakowało(poza tym tabelkowa moc po latach eksploatacji to czysta abstrakcja, więc nie ma nawet o czym dyskutować). Ogólnie jest tak, na wyłączonym STR, czyli takie ustrojstwo do sterowania elektroniczną przepustnicą, 166 rozpędza się równie leniwie co 164 w automacie, ale ma to swoje dobre cechy, bo gdy silnik jest zimny możemy w ten sposób spokojnie sobie jechać i czekać, aż się auto zagrzeje. Gdy na termometrze widzę 90 stopni, włączam STR i wtedy zaczynam sobie przypominać przedliftową 164, ale to nie jest dokładnie to samo. 12 zaworówka była żywa z „dołu”, a nie znosiła obrotów powyżej 5,5k. Więc od na „dzień dobry” czulismy się tak, jak czuje się przy 24v od momentu gdy wskazówka obortomierza przekracza cyfrę „4″. Przy czym, tutaj pierwsza czerwona kreska na obrotomierzu jest przy „7″, a w 12v moc maksymalna to 5800.

Teraz zaznaczam porównuje przedliftową 164 do 166 bo w obu były ręczne skrzynie, w każdym bądź razie 164 dzięki niższej masie, podobnej mocy, wyższym momencie obrotowym, pięciu biegach i zdecydowanie średnioobrotowym silniku była dużo elastyczniejsza od 166. Zestopniowanie biegów to następny wrażliwy temat, nie będę blefował, że pamiętam jak było w 164, bo przedliftówkę w ogóle miałem w 2007 roku, ale w 166 2.5V6 jazda na maksymalnie wysokim biegu przy minimalnej prędkości to jest kuźwa mordęga. Nie znosi zamulania, żeby buda 166, z tym agregatem sensownie jeździła, trzeba ją trzymać na niskich biegach. Na mieście rzadko kiedy dochodze do 4 biegu, a 5ke to nawet nie pamiętam czy w ogóle załączałem, a nawet jesli to nie ma się czym chwalić, bo ten bieg to ma uzasadnienie przy wyższych prędkościach niż te legalne w terenie zabudowanym.  W trasie…cóż…przez te 5,5 tyś km jakie zrobiłem od maja sporo jeździłem autostradami (tak! w Polsce) i przy 140 km/h na obrotomierzu mamy 4000 obr… cóż… nie spodziewajcie się niskiego spalania. Rekordem na najniższe było 8,8 litra i to po litrażowaniu czyli od zalania do pełna do zalania do pełna i policzeniu na kartce, bo komputerowi nie wierzyłem i nie wierzę. Fakt, że to była jazda w kolumnach, przy dużym natężeniu, ale o dziwo jak na Polskie warunki, udało się jechać bardzo płynnie, a do tego w Poznianiu i Wrocławiu trafiłem na przelot, a nie stanie w korkach, dziwne co? W każdej innej sytuacji w cyklu mieszanym te 12 litrów to liczcie w ciemno, a miasto też zlitrażowałem i wyszło od 17 w górę, ale nie więcej niż 20. W 164 przedliftowej miałem w ogóle LPG i spalanie wyglądało bardzo podobnie, a w Superce jako, że automat to wychodziło nawet i 25 na mieście i 12-13 w trasie. Zaraz Ci co mnie znają, będą zdziwieni ” to musi być fake….fiergloo liczy spalanie” no kuźwa czasem trzeba, żeby nie pójść z torbami.

Automat do ekonomicznych nie należy, wg producenta co 40 tys km zmiana oleju w skrzyni, którego nie zmieniacie w całości tylko te 5 litrów co spłynie do michy. Ale …. automat oszczędza silnik, nie jest przeciągany na obrotach, zmiana biegów odbywa się płynnie więc i zawieszenie całego układu napędowego tak po piździe nie dostaje, dlatego w Superce nie było i nie ma konieczności zmiany poduch pod silnikiem i tej górnej łapy co jest na śrubie rzymskiej. Dlatego co kto lubi, ja kupna automatycznej Superki nie żałuję.

Komfort, czyli wyposażenie i nie tylko

Miało być porównanie „zielonej” do „srebrnej”, ale do kotła dorzucam „bordową”. Przedliftówka miała solidną tapicerkę welurową, jednostrefową klimę automatyczną, elektryczne szyby, lusterka, ogrzewanie tylnej szyby, co działało na CAŁEJ powierzchni (taaa! pierd****!-powiedzą niektórzy), szyberdach elektryczny oraz elektryczna regulacja siedzeń z poduszką lędźwiową i co ciekawe wszystko to działało, a jak nawet przestawało to szybko wiedziałem, gdzie grzebać, żeby znowu zaczeło(już nie mówie o tym jak kiedyś pod marketem do życia przywracałem wentylator chłodnicy). Z zewnątrz na niebiesko przydymione szyby, przeciwmgłówki, no i jako że dysponuję fakturą zakupu z salonu przed dzwonem (bo to był dzwoniony i to grubo samochód) były też spryskiwacze reflektorów.

16422
W Superce…już manualne siedziska, ale skórzane i ogrzewane. Po za tym też jednostrefowa automatyczna klima, el szyby, lusterka, składanie lusterek, szyberdach również na prąd, fotochromatyczne lusterko wsteczne (którego mi strasznie brakuje w 166 i przymierzam się do adaptacji). Z zewnątrz….cóż….no Superka, czyli przeciwmgłówki, spryskiwacze reflektorów i chyba tyle.

Z tej całej trójki 166 wydaje się być golasem…naprawdę! Bo w sumie też ma jednostrefowy automat, el składane lusterka, do tego prąd na szybach , ale nie ma szyberdachu. El sterowanie fotelami z jasnej siwej skóry oraz ich podgrzewanie i w sumie to….wszystko. Wiadomo, że zamówić można było do 166 dodatków wiele, ale jak wyżej wspomniałem jest to porównanie egzemplarzy, a nie modeli.

166_4

Jeśli chodzi o jazdę… wielogodzinną jazdę, bo do tego są stworzone auta tego kalibru to najwygodniej jeździ się Superką- w niej i po niej byłem i jestem najmniej zmęczony. W przedliftówce również można było jeździć kilka godzin i nie czuć dyskomfortu, podczas gdy w 166 już po 3-4 godzinie bolał mnie tyłek. No dobra, ktoś powie, że to taki naturalny przypominacz o przerwie, ale ja przerwy i tak robie co 4,5-5 godzin jazdy i po 164 za bardzo nie było od czego odpocząć, a po 166 już musiałem się przejść na krótki parkingowy spacer… ktoś stwierzdzi, że ma inaczej, ale jak wyżej wspomniałem wpis ten będzie kipiał subiektywizmem, po za tym widać, że mój tyłek i plecy wolą 164 i szybko się od tego auta nie odzwyczają.

Temat bagażnika

Nie będę tutaj się rozwodził, że czy tu, czy tam jest tyle, albo tyle litrów. Ci co mnie kojarzą ze zlotów wiedzą jaką klamociarnie mam w bagażniku i ogólnie w żadnym z tych aut nie miałem problemów, żeby dorzucić 2 torbry podróżne. Czy wam by to starczyło to ja nie wiem, dzieci nie mam więc czy zmieścilibyście wózek to ja wam nie powiem, ale skoro mieści się wielka waliza z narzędziami i skrzynka, a i tak jest sporo miejsca to chyba tragedii nie ma, mimo tego, że jak otworzycie klape to z lewej strony umieszczony jest akumulator. Przy czym zagospodarowanie przestrzeni w 166 podoba mi się najbardziej, bo są uchwyty na spandory i kieszeń gdzie można wrzucić lewarek. Tylna kanapa składana nie jest, bo to przecież limuzyna, a nie kompakt, ale wszystkie te auta miały otwór na narty. Można mieć zastrzeżenie do wielkości otworu bagażnika w 166, bo jest on faktycznie mały jak na gabaryty auta, w 164 otwór zaś jest dużo większy, ale znowu próg bagażnika dość wysoko. Co by nie było nie jest to samochód użytkowy więc nie nazwałbym powyższych cech wadami, tylko wręcz trzeciorzędnymi drobnostkami.

Wykończenie

Powoli zbliżam się do tematu globalnego jakim są modele 164 i 166. Ogólnie w 164 widać, pasję i zacięcie starej Alfa Romeo na kasie Fiata, podczas gdy przy 166 widać i zacięcie do oszczędzania i kasę Fiata. Spójrzcie na Superkę… listwy nie są tutaj plastikowe, to jest metal. Dlatego też ich cena jest jaka jest, pod listwami zaś, końce drzwi nie są z metalu…to jest plastik. Tak, to jest plastik, choć tego nie widać, bo mimo upływu lat lakier specjalnie się nie wyróżnia w tym miejscu. Po za tym wszystkie plastikowe elementy wnętrza fabrycznie były zabezpieczone filcem, aby tworzyło nie tarło o tworzywo. W Superce póki sam nie zabrałem się do demontażu tego i owego było naprawdę cicho, w przedliftówce w ogóle nie wiedziałem co to znaczy trzeszczenie plastiku. W 166 z racji wieku jest cicho, choć jak dowali mrozem w nocy to świerszczy na niektórych wybojach. Po za tym jest to auto poprawne jak na te czasy- czyli plastikowy chrom, plastik na reflektorach i plastik fantastic… Odstające wloty powietrza na boczną szybę, jakaś taka przeciętne klamka wewnętrzna, choć  nie ulega wątpliwości, że 166 wygląda jak dzieło sztuki, a 164 jest atrakcyjna jedynie dla koneserów.

Miejsce za kierownicą

164_66

Jak sam kiedyś napisałem, gdy jeszcze siedziałem na interii- w Alfie Romeo wszystko jest dla kierowcy, reszta to konieczny dodatek. W Alfach 164 deska rozdzielcza jest bogata jeśli chodzi o zegary, oprócz paliwomierza i temp. cieczy chłodzącej są również voltomierz i wskaźnik ciśnienia oleju. Obrotomierz i prędkościomierz , wiadomo- podstawa. Konsola centralna, cóż..już przy wpisie o 164 pisałem, że ta przedliftowa podoba mi się barzdiej- nietypowe otwieranie schowka przed pasażerem, ciekawie rozwiązane otwarcie popielniczki i pokrywy radia,

164_55

 

w Superce zrobili to bardziej topornie(czyt. przy opracowywaniu wnętrza Superki musiał być jakiś Niemiec). Ponadto sterowanie klimatyzacją mniej problematyczne było w przed FL ponieważ nie było problemów z zanikającymi ścieżkami na wyświetlaczach, więc w swojej pierwszej 164 doskonale wiezdiałem jaką ustawiam temperature, czego nie mogę powiedzieć o Superce gdy nią jeździłem pierwszy rok. Masa przycisków na konsoli centralnej to cecha wspólna wszystkich 164 od 87 do 97 roku i naprawdę to mi się podoba. Podłokietniki były standardem, przez co jak wsiadłem do 156 to owego podłokietnika strasznie mi brakowało i tak mam w każdym aucie który nie jest w niego wyposażony.

Alfa 166 ma mega ubogą deskę rozdzielczą, przesiadając się ze 164 miałem wrażenie że FIAT ma ma nie za idiote, który lepiej, żeby za dużo nie wiedział bo jeszcze pojedzie przeszkadzać do ASO. Uroda…no ćóż…zajebista. Wszystko naprawdę zgrabnie wygląda i jest zrobione ze smakiem, ale na konsoli centralnej tkwi ta pomyłka…czyli ICS. OK, radia fabryczne wbudowane w konsole mają swoje zalety, ale nie wiem czym się kierował kretyn, który w 2004 roku ciągle oferował kaseciaka… którego nie w ząb nie idzie zastąpić, a problem jest tym większy, że w mojej 166 nie ma zmieniarki. Samo radio papy z dachu nie zrywa, a moja głowa jest pełna pomysłów jak wsadzić normalne radio nawet jeśli musiałbym przerabiać kostki w ICS i piłować otwór…

166_5

Prowadzenie

164 Super mam bardzo rozmiękczone, zamiast 16 calowych felg dałem 15ki, bo w sumie auto sporo jeździło po wrocławskich kocich łbach z asfaltowymi muldami. W zakrętach wstydu nie ma, ale czuć, że i silnik i skrzynia swoją słuszną wagę mają, więc nie poszalejecie. Przedliftowa 164 zaś prowadziła się naprawdę wybornie, auto tego kalibru łamało wręcz stereotypy, że limuzyna może być mocna, ale i tak nie nadaje się do szalenia w zakrętach. Górskie serpentyny nie wymagały mega redukcji bo jak wyżej wsponiałem 12ka zbierała się z „dołu”. Przy 166 do prowadzenia też nie ma zastrzeżeń, auto jest naprawdę przyklejone i ciężko jest je wyprowadzić z równowagi, zwłaszcza jak się ma 225/45R17. Wiadomo, silnik mniej elastyczny, ale wrażenia akustyczne przy wprowadzanej w obroty 24 zaworówce też są warte przeżycia i ciężkie do wymazania z pamięci. Choć jak już miałbym wybrać czy lepiej brzmi wolnossąca 12ka czy 24ka bez zawahania wskazałbym dwunastkę.

Co do Polskich realiów. Tutaj dostosowałem właśnie Superkę, w 166 dzwonie zębami a przy każdym uderzeniu kół o nierówną nawierzchnię nagle widzę przed oczami te uciekające złotówki… niestety zawiecha 166 jest nieporównywalnie droższa w utrzymaniu niż w 164.

164 i 166 w skali makro

 

Spójrzmy na oba auta bardziej ogólnie, już nie na konkretne egzemplarze. Osobiście 164 cenie sobie wyżej, nie dość, że w utrzymaniu i tak tańsze to i znacznie więcej radości dawały niż to robi 166. Do tego lepsze wykonanie i masa innych przemyślanych rozwiązań których teraz nie przytoczę, a widać je jak się już ową 164 ma, do tego napęd na obie osie dostępny był tylko w 1-6-4. 166 za to jest piękna, czy wolę przedliftową ze świńskimi oczami czy poliftową… osobiście wole FL, ale oba auta są znacznie piękniejsze od 164, ale gdy przypatrzeć się szczegółom, 164 zwyczajnie w mojej ocenie wychodzi lepiej. Wiadomo, że jak czyta to zwolennik silników wysokoprężnych to się zburzy, bo 164 miało VMa o kulturze pracy starego traktora, a 166 bądź co bądź miały jedne z lepszych diesli w klasie. I ja się z tym zgadzam, 166 w dzisiejszych czasach jest to bardziej racjonalny wybór i nie chodzi tylko o wersje wysokoprężne. Mnie do 166 zmusiły problemy z dostępnością części dla Alf z 90tych w ogóle, ale nie oznacza to, że zostałem zmuszony na siłę, 166 FL ma tyle uroku w sobie, że musiałem się przyzwyczaić, że podoba się nie tylko mnie, podczas gdy 164 to auto bardziej cichociemne  i mniej zwracające uwagę przechodniów….chyba, że pozwoli się oddychac V6tce. Co do dostępności części- na niektóre się czekało tydzień na inne nawet 2, gdy w zaufanym sklepie zapytałem o klamoty do 166 słyszałem takie terminy jak „na jutro” Na dziś” „na miejscu”…przerażony wtem odparłem -oo kuźwa skąd ten pośpiech?

Tak niestety umiera stara dobra Włoska motoryzacja

 

 

11 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...